Uczucie wysokiego ryzyka

0

Dla wielu osób lato – urlop, to okazja do poszukiwania przygód. Poznajemy więcej ludzi, jesteśmy bardziej otwarci na nowe znajomości, poznane osoby wydają się nam bardziej atrakcyjne. Sami też pokazujemy się z lepszej strony. To szansa na ekscytujące przeżycia, ale i ryzyko ogromnego rozczarowania.

Na to, że urlop nas zmienia, wpływa wiele czynników. I tych obiektywnych – słońce, pogoda, piękna przyroda, lepsza kondycja i wygląd, jak i subiektywnych – chęć oderwania się od szarej rzeczywistości, zmiany swojej sytuacji życiowej, pokazania tych cech, które na co dzień są mało widoczne.


Odpoczywamy nie tylko od pracy i codziennych obowiązków, ale także od samych siebie. Jesteśmy swobodniejsi, bardziej wyluzowani. – Podczas wakacji czy urlopu zmniejsza się poziom zagrożenia, jesteśmy skłonni obdarzać innych zaufaniem na kredyt, tworzy się atmosfera przygody, odmiana, czasem skrajna, od szarej rzeczywistości. W krótkim czasie chcemy przeżyć jak najwięcej. Następuje skrócenie dystansu, słabiej kontrolujemy emocje, mamy mniej oporów moralnych, częściej dochodzi do zbliżeń – tłumaczy zjawisko wakacyjnego zauroczenia psycholog, dr Leszek Mellibruda.


Co ciekawe, te mechanizmy działają w każdym wieku. – Na wczasach poznałam pana – mojego rówieśnika – przypadliśmy sobie do gustu, tak, że po kilku dniach staliśmy się nierozłączni. Pod koniec pobytu czułam, że jestem w nim zakochana, on też sprawiał takie wrażenie, przedstawił się jako rozwodnik – zwierza się na jednym z forów sześćdziesięcioletnia internautka – przy czułym rozstaniu wymieniliśmy się telefonami. Początkowo dzwonił i wysyłał sms-y, nawet kilka razy dziennie. Przyjechał do mnie na kilka dni, zapewniał mnie o miłości. Ja też coraz bardziej angażowałam się w ten związek, robiłam poważne plany – deklaruje. Historia byłaby budująca, gdyby nie to, że ostatnio telefony są coraz rzadsze, internautka nie może złożyć mu rewizyty i ma żal, bo pan w ostatniej chwili odwołał kolejny wspólny wyjazd.


W tej konkretnej sytuacji istnieje zatem ryzyko, że zapewnienia o gotowości na stały związek były mocno przesadzone, a nawet, że sytuacja rodzinna partnera jest w rzeczywistości inna niż deklarowana. Sygnałami ostrzegawczymi w takich przypadkach jest niechęć do podawania telefonu stacjonarnego i adresu. Brak takich danych uniemożliwia sprawdzenie informacji.


Z drugiej strony możliwa jest sytuacja, kiedy po złych doświadczeniach z nadmiernie kontrolującym partnerem osoba wchodząca w nowy związek chce zostawić sobie margines swobody, zanim sama dojdzie do wniosku, że jest gotowa na pełne zaangażowanie i dzielenie się swoim życiem. Jest też ryzyko, że ten etap nigdy nie nastąpi. Dr Leszek Mellibruda wyjaśnia, że podczas wakacji wielu z nas jest gotowych zbudować „przyjaźń jednorazowego użytku”, nieco podobną w swoim charakterze do przyjaźni „celofanowych”, które w codziennymi życiu są tylko rodzajem opakowania. W praktyce są to takie sytuacje, kiedy jest nam dobrze w czyimś towarzystwie, miło spędzamy czas, przez lata widujemy się okazjonalnie i to nam wystarcza. Nie oczekujemy głębszych relacji. W tego rodzaju znajomościach nie ma nic złego. Jedyne ryzyko, jakie ponosimy, to chęć zmiany – jeżeli tylko jedna strona chce zacieśnić związek, a druga pozostawić na poziomie naskórkowym, to ta pierwsza cierpi.


Najważniejsze zatem jest świadome wchodzenie w wakacyjne relacje. – Nie należy rezygnować z samokontroli i stosowania zasady ograniczonego zaufania – radzi dr Mellibruda – możemy sobie pozwolić na chwilę zapomnienia, ale nie powinniśmy pozwolić, żeby ktoś decydował za nas, czy to tylko mile spędzone chwile, czy gra na całe życie. W ten sposób nie pozbawiając się przyjemności, oszczędzimy sobie rozczarowań i problemów.

Podaj dalej.

AUTOR

Odpowiedz